czwartek, 22 lutego 2018

"Buuu!" - gra planszowa Christophe Gonthier


Chcecie zostać najszybszym duchem oraz zdobyć tytuł "Mistrza straszenia"? Nic trudnego, trzeba tylko postarać się o grę planszową o nazwie Buuu! Zaprosić kilku znajomych i przyłożyć się nieco.
Autorem gry jest Christophe Gonthier, ilustracje zaś rozrysował Tony Rochon.
Buuu to okrzyk straszenia, myślę, że w każdym języku dla każdego zrozumiały. Buuu! to gra Wydawnictwa FoxGames. 
Nasza gra to niewielkie pudełko, w którym znajdziemy 9 kafelków zamku, 15 żetonów gości, 1 małego drewnianego ducha, 6 kafelków ścian, 4 żetony specjalne, 8 elementów określających granice zamku oraz czytelną instrukcję.
By zacząć rozgrywkę musimy najpierw ułożyć zamek (z lotu ptaka), będzie to pierwsza z części naszej planszy, tzw ramka. Na murach znajdują się symbole: herby i portrety. To one będą wyznaczać położenie żetonów gości. Wnętrze zamku układane jest losowo z kafelków, a na tychże kafelkach mamy korytarze, komnaty oraz kolorowe ściany, istotne dla przebiegu gry. Na kafelkach umieszczamy dwa żetony przemiany oraz zapadni, żeton gościa i pionek duszka, natomiast na ramce 6 żetonów ścian.
Gracze muszą ustalić numer drogi, od 1 do 4, która będzie ich prowadzić przez całą grę. Można poruszać się korytarzami, przenikać przez ściany, tym niemniej może to być tylko jeden z kolorów ścian. To tylko część z zasad, jakie znajdziecie w instrukcji.
Śmiesznie się zaczyna robić, kiedy najszybszy w wyborze gracz krzyczy Buuu! pokazując pozostałym graczom wytypowaną przez siebie drogę.
Grę wygrywa gracz, który ma przed sobą 4 żetony ścian lub 5 żetonów gości lub jeśli wyczerpie się stos z żetonami gości, wygrywa osoba mająca najwięcej żetonów ścian i gości.
Wiem, wiem, brzmi to ciut skomplikowanie i muszę przyznać, że trzeba się tu trochę nagimnastykować, szczególnie w kolejnych etapach gry. Trzeba sporej koncentracji na planszy, by wybrać i zapamiętać krętą i długą drogę. Przekrój wieku może być naprawdę różny. U mnie bawiły się osoby od 10 lat do 76 i wszyscy byliśmy ubawieni po pachy. 
Należy zwrócić również uwagę na porządne i kolorowe wykonanie gry, w małym kartoniku dużo elementów. 
Polecam!



wtorek, 20 lutego 2018

"Żona wyklęta" - Anna Śnieżko

"Kochała niezłomnego. Aby ocalić tę miłość, sama musiała stać się niezłomna. Gdy jego walka się skończyła, ona rozpoczęła swoją."

Bardzo chciałam tę książkę przeczytać, z uwagi na fakt, iż ta historia wydarzyła się naprawdę, ponad to chciałam dowiedzieć się ciut więcej w temacie jakże często ostatnio poruszanym w mediach - żołnierzy wyklętych. 
Już czytając zastanawiałam się do czego w mojej recenzji się odnieść. Nie jest to typowa powieść, thriller, czy książka przygodowa. By bawić się tu w oceny, trzeba mieć na uwadze, że oceniam ludzi, głównych bohaterów tej smutnej historii. Zatem co powinnam ocenić, treść książki, czy sensowność działania żołnierzy wyklętych, a może czasy w których się ta historia wydarzyła? Jedno jest pewne - autorka Anna Śnieżko wypełniła swoje zadanie w 100%. Jej styl pisania mi się spodobał i choć myślę, że nie mogła być obiektywna, zważywszy na sytuację rodzinną, to jednak opisała tę historię  tak jak potrafiła najlepiej i za to brawa.
Co do sensowności działań żołnierzy wyklętych nie chcę się wypowiadać, nie znalazłam się w takiej sytuacji i mam nadzieję, że nie będzie mi dane. Czasy opisane w tej książce, jak pewnie większość z Was wie, z doświadczenia lub opowiadań, były na tyle trudne, że nie będę się bawić w ich opis, by jeszcze bardziej ich nie skomplikować.
Pozwolę sobie na napisanie tu fragmentu książki:
"Akcja w Woli przebiegła w miarę sprawnie i zgodnie z przyjętymi przez podziemne wojsko procedurami. Paulinowi Michalskiemu, członkowi Związku Walki Młodych, oraz Henrykowi Kocięckiemu, członkowi PPR, odczytano wyrok śmierci za zdradę ojczyzny. Nie zważając na protesty i groźby oskarżonych, wyrok wykonali "Sęp" i "Kmicic", po czym partyzanci wycofali się ze wsi..."
Czasem patrząc na wymiar sprawiedliwości, który bywa bezsilny i nie potrafi odpowiednio ukarać winnego, przychodzi mi do głowy, że dobrze byłoby móc skorzystać z pręgierza, by wymierzyć samemu sprawiedliwość. Tak jak robili to żołnierze wyklęci, wymierzali sprawiedliwość, niekoniecznie mając rację, popełniając błędy. To zły pomysł, nawet w przypływie złości i rozdrażnienia nie powinnam w ten sposób myśleć. Nie podobają mi się metody żołnierzy wyklętych, jak i metody ubeckie opisywane w tej książce. Nie jestem w stanie jednak opowiedzieć się po jednej ze stron.
... takie to były czasy.
Najczystsza w tym wszystkim jest miłość, ta pomiędzy dwojgiem młodych ludzi, oraz miłość do dziecka, do ojczyzny. 
"Zabiją cię, jeśli się dowiedzą. Celowo pobiją mnie tak, żebym ciebie poroniła. Lepiej nic nie mówić, może przetrwamy - szeptała swojemu nienarodzonemu dziecku w katowni UB."
I chyba to jedno zdanie starcza za wszystko.
Jestem poruszona historią Władysława Grudzińskiego pseudonim "Pilot" oraz jego ukochanej niezłomnej Anastazji. Na długo zapadnie mi w pamięci i nie żałuję ani jednej z przeczytanych stron. Książka Anny Śnieżko wywołała dyskusję w moim domu i wśród moich znajomych. Niech to będzie jej najlepszą rekomendacją, coś co wywołuje emocje, warte jest przeczytania.
Premiera przewidziana jest na 28 lutego 2018.

Dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont za udostępnienie mi książki.

niedziela, 18 lutego 2018

"Raz, dwa, trzy, zaśnij ty" - Dorota Kassjanowicz

"Raz, dwa, trzy, zaśnij ty" to urocza książeczka autorstwa Doroty Kassjanowicz z wierszykami dla najmłodszych z ciekawą oprawą graficzną Gosi Herby. Jedenaście baśniowych wierszyków tworzących wyliczankę w temacie spać i śnić, dla śpiochów i nieśpiochów, dla dzieci, żabek, a nawet i guzików. Istnieje ryzyko, że czytając swoim pociechom zaśniecie wraz z nimi ;)
Raz...
Raz Staś oznajmił, że
nie zaśnie dziś, bo nie!
A noc jak gęsta mgła
stąpała, cichosza,
i półmrok był tuż-tuż,
i księżyc świecił wzdłuż.
Hałasy poszły spać,
wiatr przestał w liściach grać,
przysypiać zaczął dom
i sennie było snom.
I tylko mały Staś
w ogóle nie chciał spać.
Tak postanowił i...
przeoczył, że już śpi.
Dorota Kassjanowicz jest autorką książek dla dzieci, laureatka głównej nagrody IBBY "Książka roku 2014" za powieść "Cześć, wilki!". Gosia Herba współpracuje z magazynami i wydawnictwami na całym świecie.


piątek, 9 lutego 2018

"Od dyktatury do demokracji. I z powrotem" - Andrzej Zoll, Marek Bartosik


Kim jest Andrzej Zoll prawdopodobnie większość z Was wie, dla przypomnienia słów kilka. To przede wszystkim prawnik, sędzia, prezes Trybunału Konstytucyjnego, rzecznik praw obywatelskich, profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego Wydziału Prawa i administracji.
Marek Bartosik zaś to publicysta, dziennikarz oraz autor. Jego ulubionym gatunkiem dziennikarskim jest wywiad. Ten konkretny możecie przeczytać teraz, wywiad z Andrzejem Zollem.

"Polska stoi na dziejowym zakręcie. Książka jest otwartym pytaniem, czy to aby nie dziejowa przepaść."

Zwykle stronię od tego gatunku. Tym razem stało się inaczej z uwagi na to, co dzieje się każdego dnia, a według mnie i moich znajomych dobrze się nie dzieje. Tytuł mówi sam za siebie "Od dyktatury do demokracji. I z powrotem".Chciałam przypomnieć sobie jak to było i dlaczego tak bardzo wszyscy chcieli zmian. Dorastałam w tych czasach. Jednak moje podejście było naiwne i niedojrzałe. No cóż takie prawo młodych. Andrzej Zoll przypomniał mi moje dzieciństwo, dorastanie, przeobrażanie, moją radość ze zmian a w końcu złość i beznadzieję. Opowiedział mi historię kilkudziesięciu lat, w tym walki o demokrację, zwycięstwa, stabilizacji oraz ostatniego okresu, który wszystko niweczy.

"Czy nie ma Pan wewnętrznego oporu przed opisywaniem obecnej sytuacji w Polsce słowem "totalitaryzm"?
- Zapewniam, że nie przychodzi mi to łatwo. Przecież mówię o swoim kraju, chciałbym być z niego dumny, ale nie mogę zamykać oczu na rzeczywistość. Od lat zajmuję się naukowo wpływem ustrojów państw na ich prawo karne. Przestudiowałem więc solidnie totalitaryzm włoski, nazizm, komunizm w Związku Radzieckim. W tym kontekście dotychczasowe kroki nowej władzy w Polsce, wypowiedzi wielu jej ludzi były szokująco podobne do tego, co w XX wieku działo się w państwach, w których totalitaryzm najpierw się tworzył, a potem zwyciężał..."

Nie należę do osób, które walczyły o demokrację. Chyba nie muszę pisać co kryło się pod słowem "walczyły". Przykro mi patrzeć dziś jak ludzie oddają hołd człowiekowi, który niczym na to nie zasłużył. Zrozumieć nie potrafię, jak ludzie potrafili szybko zapomnieć, jak dziś opluwają tych, którzy kiedyś poprzez swoje zaangażowanie w walkę o lepszą przyszłość byli internowani, tracili rodziny, nie mogli obserwować jak dorastają ich dzieci...
Powiecie taki tam sobie wywiad. Co wielkiego? Nie Drodzy Państwo, to nie jest taki tam sobie wywiad, to emocje, to historia, jeszcze ta prawdziwa, bo być może za "moment" już takiej nie przeczytacie.

Dziękuję Wydawnictwu Znak za udostępnienie mi książki.


środa, 7 lutego 2018

wtorek, 30 stycznia 2018

"Institor. Kto pierwszy podpalił stos..." - Adam Lard


Nie jestem zbyt biegła w historii, tym niemniej jestem nią (jakby tu to najprościej ująć?) zainteresowana. Nie przesiaduję nad konkretnym okresem i nie studiuję go, ale posiadam wystarczający zakres wiedzy historycznej, by podjąć dyskusję. Powiedzmy "liznęłam" wszystkie epoki po trochu. Jest to o tyle dobre, że każda z książek historycznych wpadająca w moje ręce jest  ciekawa, poszerzająca moje horyzonty. Palenie kobiet na stosie to temat o którym wie każdy, choćby tylko kojarzył czarownice z Łysą Górą i miotłą lub widział je w bajkach. Kiedy "Institor" autorstwa Adama Larda pojawił się u mnie poczułam, że będzie ciekawie. 600 stron które wciągają i puścić nie chcą. Czary jakieś?
Z końcem roku 1517 w Lyonie spalono na stosie trzy kobiety. O zbadanie sprawy został poproszony znany inkwizytor Heinrich Kramer, autor Malleus Maleficarum, Młota na czarownice. Kobiety rzekomo przelatywały nad jeziorem - na miotłach! Śledztwo bardzo drobiazgowe, nie pozbawione argumentów siłowych, po wykonanej próbie wody, doprowadziło je na stos. To tylko trzy spośród kilkuset kobiet spalonych na stosie dzięki wnikliwym śledztwom Heinricha Kramera.
500 lat później, jesienią w roku 2017, czeski historyk Jan Gutman pojawia się w Lyonie w zakonie dominikanów, by porozmawiać z przeorem , ojcem Rogerem. Jan Gutman szuka informacji o Heinrichu Kramerze, pragnie przeszukać dostępne notatki z uwagi na możliwość znalezienia prywatnych zapisków inkwizytora.
Tyle z treści, myślę, że na tyle ciekawa, że warto jej poświęcić swój czas wolny.
Powieść to koktajl złożony z faktów historycznych przemieszanych z fikcją. Ja laik pogubiłam się, co jest prawdą, a co wymysłem autora.  Wiem na pewno, że autor inkwizytorowi wydłużył na swoje potrzeby życie. Z informacji jakie znalazłam wynika, że Kramer zmarł w 1505 roku. Rzecz jasna w dalszej części powieści pojawi się sporo tajemnic, a trup będzie ścielił się gęsto.
Historia kontrowersyjnego inkwizytora jest ciekawa również ze względu na lata w których żył. Poparcia udzielili mu trzej kolejni papieże: Sykstus IV, Innocenty VIII oraz Aleksander VI. 
Lekkie pióro Adama Larda nadało tej historii, osadzonej w ponurych czasach średniowiecznej Europy klarowności i nieszablonowości. Nawet momenty, które mniej mnie interesowały czytało się chętnie i z ciekawością. Widać, że autor bardzo zaangażował się w przestudiowanie historii Kramera.
Polecam wszystkim, bo to dobrze napisana historia godna uwagi.
Dodam, że książka bardzo porządnie wydana przez Wydawnictwo Fabula Fraza.







czwartek, 25 stycznia 2018

"nIQczemni szaleni naukowcy" - gra planszowa autorstwa Donalda X. Vaccarino


Jako, że w życiu musi się coś dziać nowego, uznałam, że fajnym dodatkiem do książek okażą się ogólnie bardzo lubiane gry planszowe. Od tej pory jeśli tylko w moje ręce trafi nowa "planszówka" będę się starała ją zrecenzować. Proszę o wyrozumiałość, bo robię to po raz pierwszy :)

Niqczemni szaleni naukowcy to gra przeznaczona dla 2 do 6 osób. Informacja na pudełku mówi, że gra nadaje się już dla dzieci od lat 10-ciu z czym nie do końca mogę się zgodzić, przynajmniej przy pierwszym rozdaniu, kiedy trzeba zapoznać się z regułami gry. Mogę się jednak mylić, towarzystwo w którym grałam składało się z samych dorosłych osób. Czas trwania jednego rozdania według autora gry to około 30 minut, chyba nieco podane na wyrost. Przygotowanie do gry zajmie nam dosłownie chwilę.
Celem nIQczemnych jest przejęcie kontroli nad światem przy pomocy skonstruowanych wynalazków. Wygrywa gracz, który jako pierwszy zdobędzie 20 punktów.
Rozgrywka w nIQczemnych podzielona jest na tury. Każdy z graczy wykonuje ruchy jednocześnie z innymi, co jest chyba jedyną rzeczą w grze jaka mi na początku przeszkadzała. Kiedy się uczyliśmy zrobił się przy tym mały galimatias. Kiedy już poznaliśmy dobrze reguły gry, przestało to przeszkadzać.
Każdy z graczy wybiera jedną kartę Akcji i zagrywa ja przed sobą stroną zakrytą. Podczas jednej tury każdy może wykorzystać tylko jedną kartę Akcji, no chyba, że wylosowane karty Konwersji podpowiadają inaczej.
Wszyscy jednocześnie odkrywają zagranymi przez siebie kartami Akcji.
Następnie wszyscy zbierają fundusze pochodzące od szpiegów.
Po zakończeniu każdej tury należy policzyć punkty zwycięstwa zdobyte przez każdego uczestnika.
Jak już wcześniej wspomniałam wygrywa osoba, która jako pierwsza zdobędzie 20 punktów. Może jednak dojść do sytuacji, kiedy mamy remis. Wtedy następuje dogrywka, gramy do momentu, kiedy któryś z uczestników zgromadzi więcej punktów niż pozostali.

Zawartość pudełka:
- niewielka plansza, która ląduje na środku stołu (w zupełności wystarczy nam niewielka ława). Plansza podzielona jest na  4 strefy do których każdy gracz będzie wysyłał swoich szpiegów, dwa miejsca przeznaczone na karty Konwersji, jedno miejsce przeznaczone na karty Wynalazków, kolejne jako stos do kart odrzuconych.
- 30 pionków szpiegów, w sześciu różnych kolorach, po 5 sztuk w każdym kolorze.
- 36 kart Konwersji. W każdym rozdaniu biorą udział dwie wylosowane, reszta zostaje odłożona na bok.
- 64 karty Wynalazków.
- 24 karty Akcji, to sześć zestawów po 4 karty w różnych kolorach.
- 90 Monet, 12 o nominale 10$, 24 o nominale 5$ oraz 54 o nominale 1$.

Doradzam przejrzenie kart, w szczególności kart Wynalazków, karta zawiera w sobie koszt prototypu, nazwę wynalazku, punktację i efekt wynalazku. Największą "trudność", o ile można tak to nazwać mieliśmy na początku z załapaniem odczytywania tych kart ;)

Reasumując bardzo przyjemnie spędziliśmy czas. Trudność praktycznie żadna, kwestia ogarnięcia jednego, no góra dwóch rozdań. Grafika bardzo czytelna. Wykonanie bardzo należyte, wręcz nienaganne.